Zapiski z rocznego pobytu w stolicy Yunnanu, Kunmingu.
Blog > Komentarze do wpisu

Tanie ciuchy i zupa z psa

Wczoraj był całkiem pracowity dzień. Czwartki nasza grupa ma wolne od zajęć, więc z Martyną i Dawidem postanowiliśmy to wolne trochę wykorzystać. A że nie jestem jedyną osobą, która zwiedziona określeniem "Miasto Wiecznej Wiosny" wzięłam z ojczyzny trochę za mało bluz i takich tam cieplejszych nieco ciuchów, postanowiliśmy pójść na ubraniowe zakupy.

Oblatana w mieście Martyna zaprowadziła nas do budynku w pobliżu Uniwersytetu Komunikacji (交通大学), który wyglądał trochę, jakby powinien być przeznaczony do rozbiórki i w którym zakupić można przeróżne ubrania i dodatki - część to używane rzeczy z Japonii i Korei, część to nieużywane podróbki różnych znanych firm, efekt końcowy: dwie pary spodni, koszula, dwie bluzy i sweter za jakieś 100 yuanów. Choć nasza nauczycielka od konwersacji, która pochodzi bodajże z Hebei, stwierdziła kiedyś, że "w Kunmingu w ogóle nie można się targować, u nas to wchodze do sklepu, pytam ile za spodnie, sprzedawca mówi 500, a ja wychodzę ze spodniami za 200 yuanów. A tutaj wchodzę, pytam ile za spodnie, sprzedawca mówi 500, ja mówię 200, a on się złości i wygania mnie ze sklepu!", to w takich miejscach jak to, w którym zawitaliśmy targować się można jak najbardziej.

Przemek nie brał udziału w naszej wesołej wyprawie, bo przeszedł przez eliminacje konkursu recytatorskiego i teraz pani Du go torturuje różnymi próbami, zaprasza jakichś muzyków i innych fachowców, żeby tylko zwiększyć szanse Przemka na wysokie miejsce w konkursie właściwym (a co za tym idzie, gratyfikację pieniężną dla niej). 

Na wieczór zaś umówiliśmy się w inne miejsce, by w końcu skosztować psa. Umawialiśmy się na psa już kilka razy, ale zawsze komuś coś wypadało. Wczoraj poszliśmy na targ w pobliży Akademi Sztuk Pięknych (艺术学院), na którym można dostać dosłownie wszystko. Mnóstwo ubrań i butów, pościel, farelki, akcesoria erotyczne - zakres działalności sklepików i stoisk jest dość szeroki. Oprócz tego jest tam mnóstwo miejsc, w których można coś zjeść. Było nas sześcioro, dołączyli do nas jeszcze dwaj koledzy z młodszego rocznika sinologii poznańskiej, którzy również trafili do Kunmingu (wspominałam kiedyś, że Kunming w tym roku to taka jakby polska kolonia? Z samych uczęszczających na Uniwersytet spotkałam chyba z 13 osób z Polski, a jest ich więcej), po przejściu targu kilka razy postanowiliśmy się najeść czegoś, zanim pójdziemy na psa, bo liczyliśmy się z tym, ze się raczej nie najemy specjalnie.

Martyna i ja wybrałyśmy shaokao, które, jak już zapewne kiedyś wspominałam, jest najwspanialszą przekąską, jaką w Chinach można dostać.

Stoisko z shaokao

W związku z powyższym napisałam już jakiś czas temu o shaokao poemat, który niniejszym prezentuję światu:

Szlachetne shaokao
Pokryte lajiao*
Kiedy muzułmanie**
Serwują mi danie
Gdzie na patyku
Frykasów bez liku
To ciągle mi mało
O! Shaokao!
Smak twój niezapomniany na wiele sposobów,
Ledwie cię zjem a chcę cię jeść znowu.
Lecz wkrótce przypomnę sobie sens frazy,
Że dobre shaokao piecze dwa razy.

Dziękuję. Jedząc shaokao można oczywiście wybrać sobie patyki, które mają na sobie najbardziej przemawiające do nas składniki, więc skonsumowałyśmy wczoraj i jagnięcinę i wołowinę i cukinię i grzybki (grzybki w Yunnanie są super, polecam) i lotos i fasolkę i szczypiorek i różne inne. Shaokao jest cudowne. 

Kiedy już wszyscy się napchali (pozostała część wycieczki posiliła się jakimś gaifanikiem), poszliśmy do stoiska z mięsem z psa.

stoisko z mięsem z psa

Dawid był bardzo zawiedziony, bo wcześniej widział, że czasem na niektórych stoiskach można kupić głowę psa i wygryzać z policzków mięso, ale kiedy my tam trafiliśmy, możliwości takiej nie było. Osobiście nie byłam tym zbyt poruszona, bo choć do psów bynajmniej nie żywię ciepłych uczuć, a wręcz moje uczucia do krów są zdecydowanie cieplejsze (lecz mimo to wielbię wołowinę), to perspektywa patrzącego na mnie jedzenia zawsze była dla mnie jakaś odrzucająca. Chłopcy zdecydowali się na konsumpcję psich łapek, ja zaś postanowiłam  uraczyć się nieco bardziej konwencjonalnym daniem i poprosiłam o zupę z psim mięsem.

Łapki przed przyrządzeniem

Łapki po przygotowaniu

Łapki podobno nie były zbyt atrakcyjne smakowo, choć pan, który nam je sprzedał wymieszał je z przeróżnymi przyprawami. No i za dużo do zjedzenia tam nie było, głównie skóra.

Zupa z psa

Zupa jak zupa, zła nie była, mięso też nie najgorsze, aczkolwiek kawałki z tłuszczem były trochę niedobre. Smalec z psa zdecydowanie by mi nie smakował. Tak czy siak, mogę teraz powiedzieć, że jadłam psa. Tym razem na pewno, bo kiedy w zeszłym roku w Pekinie poprosiłam pana o shaokao z psa, to trochę uciekał wzrokiem, więc kto wie, co on mi wtedy dał? 


*Lajiao, czyli "ostra papryka" to jedna z najpopularniejszych przypraw, jeśli nie w całych Chinach, to na pewno w Yunnanie i Sichuanie. Jest całkiem ostra.

**Wielu ze street-vendorów (w tym moi zdecydowani faworyci na ulicy Wenlin 文林路) oferujących shaokao w Kunmingu jest przedstawicielami mniejszości etnicznej Hui (czyt. hłej), która to mniejszość charakteryzuje się tym, że jest muzułmańska. 

piątek, 25 listopada 2011, oldziekill
Tagi: slice o'life

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Katarzyna, *.prtg.in.frontiernet.net
2011/12/08 00:20:00
Nie wierzylam,ze skusisz sie na potrawe z psa,jestes otwarta na wszystko podziwiam Cie, ja absolutnie nie dalabym sie namowic na takie jedzenie.Pamietam jak Zbyszek z Markiem gdzies w okolicy Grand Canyon w indianskiej knajpie jedli weze,jaszczurki i jeszcze jakies inne paskustwa to ja nic nie jedzac mialam caly dzien mdlosci.Fajnie,ze dajesz rade dostosowac sie do tej KULTURY,ale widzac fotografie to za czysto tam nie jest,nie masz jednak wyboru tylko dostosowac sie .Pozdrawiamy Cie wszyscy
-
2011/12/08 16:31:41
E, moim zdaniem węże są niesmaczniejsze od psa :) A jeśli chodzi o czystość, to w Chinach kierujemy się zasadą, że im brudniejsze i obskurniejsze miejsce, tym lepsze jedzenie. Czyste restauracje zwykle serwują dużo mniej smaczne potrawy. No a przyzwyczaić się można do wielu rzeczy, zwłaszcza kiedy - jak Ciocia zauważyła - nie bardzo jest inny wybór :)
Pozdrawiam również :)
-
Gość: Anastazja, *.eaw.com.pl
2014/12/12 17:30:54
Jesteś żałosna. Niech Ciebie ktoś kiedyś potraktuje, jak te biedne psy...
-
Gość: Dyńka, 195.26.22.*
2015/03/18 18:51:22
Powiem ci to prosto z mostu,że jestes zimną suką.Jak można zjeść swojego brata? Jak można powiedzieć,że do krów ma się więcej miłości niż do psów! Nie rozumiem takiego toku myślenia!Z chęcią wymordowałabym wszystkich zasranych chinoli jak i wietnamów! Tak samo bym ich torturowała jak oni te biedne zwierzęta!A ty moja droga to już polką nie jesteś tylko takim ścierwem jak oni.Tak samo twój kolega,który chciał zjeść psią głowę.To jest kurwa chore...przykre,że tacy popierdoleni ludzie żyja na świecie.Życzę ci długiej i bolesnej śmierci !
-
Gość: Damianos, 195.26.22.*
2015/03/18 19:02:24
Te twoje menu domowe jest zjebane w chuj. Zachowałaś się jak jakiś jebany chińczyk! Wpierdalaj kurwa ryż i sajgonki a nie zwierzęta. Już nie mówię o schabowych czy kiszonej kapuście! Ale to co zrobiłaś naprawdę mówi samo za siebie. Jeśli Ci psy i koty smakują to wypierdalaj do Chin czy Tajlandii tam jadać zwierzęta bo tu tego się nie je i ty się pierdolnij w ten głupi ryj!