Zapiski z rocznego pobytu w stolicy Yunnanu, Kunmingu.
Blog > Komentarze do wpisu

Pokonaj anginę wiciokrzewem japońskim!

Jak już napomknęłam, moje migdałki zostały zaatakowane przez obce formy życia, które najwyraźniej postanowiły założyć nową cywilizację i nie wzruszają ich moje informacje o natychmiastowym nakazie eksmisji. Jako osoba bardzo sceptycznie nastawiona do medycyny chińskiej, w poniedziałek, kiedy odkryłam, że najprawdopodobniej padłam ofiarą anginy, postanowiłam, że prędzej zrobię sobie tonsillektomię scyzorykiem, niż dam sobie wcisnąć proszek z tygrysiego penisa czy inne bańki.


Oczywiście, nie można być pewnym, czy angina, którą się ma jest wirusowa, czy bakteryjna, więc postanowiłam nie sięgać pochopnie po antybiotyki zdobyte trochę na lewo od znajomej farmaceutki i zamiast tego przez jakiś czas próbować walczyć z infekcją środkami nieco mniej radykalnymi, czyli tabletkami do ssania, ferweksikami, ciepłymi herbatkami, środkami przeciwzapalnymi i płukankami z soli. Swoją drogą, o ile weijing, czyli glutaminian sodu, w setkach odmian i dziesiątkach różnorakich marek oblega półki marketów i można go dostać w byle convinient store o zaopatrzeniu uboższym niż żabka, o tyle czysta sól to już nie takie hop. Znaleziona została przez dzielnego Przemysława, którego anginy nie biorą, w Wallmarcie, a i tak do wyboru była tylko wzbogacana różnymi niezbędnymi pierwiastkami. Moja jest wzbogacona selenem. Szkoda że cały ten selen się marnuje na płukanki, może sobie posolę herbatę, żeby go trochę wchłonąć.

Im dalej jednak w las, tym bardziej okazuje się, że niestety wszystkie te środki dają niewiele i moje migdałki nadal próbują doprowadzić do mojej śmierci głodowej lub dehydracji powodując dotkliwy dyskomfort przy połykaniu. Zatem w środę, dopuszczając do głosu część mojego umysłu, która twierdzi, że trzy dni nieustannego bólu gardła to zła rzecz, postanowiłam, że jeśli do weekendu nie przejdzie, popełnię założenie, że "to na pewno paciorkowce, wirusy już dawno by się wyniosły" i wezmę te antybiotyki. Wiem, wiem, nie powinnam takiego założenia popełniać bez konsultacji z lekarzem, ale 1. Gdzie ja ci tu znajdę lekarza, który wie, że medycyna chińska nie spełnia wystarczającej ilości warunków, by zasługiwać na miano medycyny (bo jakoś argument, że powstała ileś tysięcy lat temu i nadal ludzie w to wierzą, mimo że nie mają dowodów, więc musi coś w tym być, choć znajomy, to nie jest zbyt przekonujący) 2. Mój lekarz studencki miał zwyczaj zapisywania mi antybiotyku na każdą, nawet wymyśloną dolegliwość, więc mogę sobie wyobrazić, że poszłam do niego, powiedziałam, że boli mnie gardło, a on wypisał mi antybiotyk. 

 

Ale dziś wydarzył się niestety kryzys. Otóż okazało się, że zarówno ferweksiki jak i tabletki do ssania (których pół opakowania zjadłam przy innych okazjach, bo jestem hipochondryczką i ciągle boli mnie gardło) nie odnawiają swojej liczby tak jak powinny i podstępnie się skończyły. Mam wprawdzie jeszcze tymianek i podbiał, ale to jest na chrypkę i kaszel, a ja nie mam ani jednego, ani drugiego. Co tu robić? 

Przemek, co go angina nie rusza, zaoferował, że pójdzie do apteki i znajdzie mi jakiś chiński odpowiednik strepsilsów, co przyjęłam mniej negatywnie, niż propozycję odwiedzenia lekarza praktykującego medycynę chińską, bo tydzień temu, kiedy z nieznanych mi do teraz powodów pokryłam się od stóp do głów rumieniem sugerującym jakąś fascynującą alergię pokarmową, pani aptekarka uraczyła mnie tabletkami z loratadyną, środkiem przeciwhistaminowym, którego działanie zostało zbadane przez naukę i w ogóle. Wcześniej w aptece dostałam też wodę utlenioną, za pomocą której chciałam pozbyć się obrzęku powstałego wokół ósemki, która akurat postanowiła znów poudawać, że zamierza kiedyś wyrżnąć się do końca (niestety, potem przeczytałam, że z tymi przeciwbakteryjnymi i odkażającymi właściwościami wody utlenionej to ściema i nie wiadomo czemu mój dentysta mi kazał jej używać, skoro bardziej niż do odkażania zmian w jamie ustnej nadaje się do zasilania rakiet i farbowania włosów), więc ogólnie uwierzyłam, że w aptekach jednak są normalne środki.

I oto powrócił tryumfujący z dwoma opakowaniami leków, które poleciła mu pani w aptece. Niestety, okazało się, że żaden ze specyfików nie jest tabletkami do ssania. Jeden jest w formie zielono-żółtych kapsułek, drugi zaś jest jakąś podejrzaną cieczą podzieloną na osiem małych buteleczek, z których każda wyposażona jest w metalową nakręteczkę, na której jest miejsce na wbicie dołączonych do opakowania słomek. 

Oczywiście jako hipochondryczka i osoba negatywnie nastawiona do medycyny chińskiej postanowiłam się dowiedzieć, czymże są owe leki i czy zasługują na dumne miano leków. 

 

Kapsułki zwą się Yinhuang Jiaonang (银黄胶囊), czyli Srebrno-Żółte Kapsułki. Nieźle. Zastosowanie: obniża ciepło wewnętrzne. Ale może chodzi o obniżenie stanu podgorączkowego? A nie o ciepło wewnętrzne, które zdaniem pani Mo jest wywoływanie na przykład jedzeniem zbyt dużej ilości smażonego mięsa i wywołuje między innymi pryszcze i zapalenie krtani? Jedziemy dalej. Używać w przypadku przewlekłych i ostrych przypadków zapalenia migdałków. Hej! To właśnie ja! I jeszcze przy przewlekłych lub ostrych zapaleniach gardła oraz infekcjach górnych dróg oddechowych. Brzmi cudownie.

W ulotce tego nie ma, ale chińska wikipedia twierdzi, że lek działa na: paciorkowca złocistego (金黄色葡萄球菌), E. coli (大肠杆菌), pneumokoki (溶血性链球菌), przecinkowca cholery (霍乱弧菌), dwoinkę zapalenia opon mózgowych (脑膜炎双球菌), i jeszcze parę innych bakterii a także wirusów. Hm, to całkiem szerokie spektrum, czyżbym dostała jakiś potężny antybiotyk bez recepty? Sprawdźmy zatem skład. A skład ów to wyciąg z dwóch roślinek: Wiciokrzew japoński (金银花) oraz Scutellaria baicalensis (黄芩). Niezwykłe, kto by pomyślał, że dwa kwiatki mają tak szerokie spektrum działania? Trzeba to sprawdzić.

I teraz są dwie wersje. Jedna pochodzi z baidu, chińskiego odpowiednika w zasadzie wszystkiego, od google, przez wikipedię, po yahoo answers. I tam jest napisane, że zawarte w tych roślinkach flawonoidy mają silne działanie przeciwbakteryjne, antywirusowe, przeciwzapalne i w ogóle są bardzo super. Wikipedia natomiast mówi, że jeden z kwiatków według medycyny chińskiej jest powiązany z zimnem i z tego powiązania z zimnem wynika (ale tylko w medycynie chińskiej wynika) jego przeciw-wszystko, a drugi zawiera faktycznie jakieś flawonoidy, z których jeden ma działanie przeciwlękowe u myszy. Gdzieś ktoś coś przebąknął, że działanie przeciwzapalne (citation needed). O magicznych flawonoidach wymienianych przez baidu wikipedia nie przebąkuje, ale może to Big Pharma cenzuruje, żebyśmy nie wiedzieli, że wystarczy najeść się liści i nie trzeba już kupować antybiotyków? To musi być to, nie widzę innej opcji. 

Ok, drugi środek, czyli Qingre Jiedu Koufuye (清热解毒口服液). Ten już się nawet nie próbuje kryć, ma w nazwie "obniżająca ciepło wewnętrzne ciecz do stosowania ustnego". Nie mogłam dojść, czy do stosowania ustnego na pewno znaczy "połknij mnie", a nie "wypłucz mną usta", ale w końcu znalazłam konkretną definicję 口服 (jako 把药吃下去, czyli zjeść lekarstwo). A skład? Jeszcze piękniejszy: gips (石膏, nie pytajcie), wiciokrzew japoński (znów), forsycja (连翘), trędownik (玄参), gardenia jaśminowata (板子) i jeszcze pięć tysięcy innych kwiatków o których w życiu nie słyszałam. Naprawdę nie mam nic przeciwko ziołom, lekom ziołowym i innym rzeczom z ziół, w końcu zioła mają różne fajne składniki, które działają i które są jedną z podstaw farmacji. Ale kiedy terapia ziołowa polega na dobieraniu ziół pod kątem ich ciepła, smaku i meridian, to jakoś nawet informacje o zawartych w nich flawonoidach mnie przestają przekonywać.

Aha, jeszcze z fajnych rzeczy z ulotki, to wśród przeciwwskazań znalazło się jedzenie potraw ostrych oraz potraw tłustych (jak sądzę dlatego, że podwyższają ciepło wewnętrzne).

 

No nic, 25 yuanów zostało wydane, pozostało mi tylko poświęcić się dla nauki i sprawdzić, czy efekt placebo działa również w wypadku kiedy pacjent jest przekonany, że lek nie zadziała. A jeśli nie, to do weekendu niedługo, w sobotę odbędę wyimaginowaną wizytę u doktora Króla i może skończy się bez tonsillektomii.

czwartek, 10 listopada 2011, oldziekill

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: mmmkk, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2015/01/09 14:45:02
no ico, zadziałało czy nie? to jest najwazniejsze, a nie Twoje wrażenia o czytaniu ulotek