Zapiski z rocznego pobytu w stolicy Yunnanu, Kunmingu.
Blog > Komentarze do wpisu

Tożsamy i Inny, czyli Chińczyki się gapią.

Nie posiadam żadnych cech fizycznych, które sprawiałyby, żebym się w Polsce na ulicy wyróżniała. Nigdy, poza być może kilkoma wypadkami, gdy dokonałam takiego czy innego, bardziej lub mniej świadomego wyboru modowego, nie przyciągałam zbyt intensywnie spojrzeń bliźnich na ulicy. Jednakże mój fenotyp (ekhmpozatymżejestżeńskiekhm) nie odbiega od ogólnego standardu człowieka na ulicy.

To znaczy, w Polsce nie odbiega. Bo w Chinach odbiega jak najbardziej.

Na jednej ze stron poświęconych życiu laowai'ów w Chinach znalazłam określenie "biała owca w żółtym tłumie". Trochę brzydkie, ale też trochę przemawiające do mojej wyobraźni. Bo w Chinach zawsze będę się wyróżniać, tylko dlatego, że jestem biała.

Kiedy chińskie dziecko, trzy-, pięcio-, a nawet siedmioletnie, przygląda mi się z otwartą buzią, nie widzę w tym nic dziwnego. Czasem jest to nawet urocze, jak wtedy, gdy mała dziewczynka na nasz widok zatrzymała rowerek, żeby na nas popatrzeć, a potem, kiedy zniknęliśmy za krzakiem, szybko popędziła do babci, żeby jej nas pokazać gdy tylko się zza niego znów wyłonimy. Dzieci generalnie charakteryzują się tym, że dużo je dziwi i dużo się wpatrują w nieznane im rzeczy tudzież osoby, niezależnie, czy są dziećmi chińskimi, polskimi, czy nowozelandzkimi i trudno im mieć to za złe. Ale kiedy na ulicy dorosły człowiek zatrzymuje skuter, żeby się popatrzeć na przechodzącego obcokrajowca, albo kiedy ktoś z samochodu krzyczy do mnie "hello!" (bo skoro jestem biała, to z pewnością jestem z USA), albo kiedy w autobusie grupka studentek patrzy na mnie przez dobre dziesięć minut chichocząc nieśmiało, to już czuję się nieswojo.

Jak już wspomniałam, w Polsce niczym się nie wyróżniam. Nie wiem, jak to jest być nie-białym w Polsce. Przypuszczam, że też niełatwo, choć lubię wierzyć, że nawet, jeśli ktoś się na kogoś u nas gapi, to kiedy zauważy spojrzenie obserwowanego, odwróci wzrok. Wiem, że ja bym tak zrobiła, gdybym już mi się zdarzyło w kogoś bezmyślnie wślepiać. Choćby dlatego, że zdaję sobie sprawę z faktu, że moje patrzenie może oglądanego wpędzić w konsternację.

Konsternację taką czuję tutaj prawie cały czas. Mało kto odwraca wzrok, kiedy zauważy, że ja zauważyłam, niektórzy nie tylko patrzą do ostatniego momentu, ale wręcz zatrzymują się i odwracają, żeby móc popatrzeć dłużej. Na ulicy można się czasem poczuć jak jakiś celebrity. Wprawdzie w Kunmingu, w przeciwieństwie do Szanghaju, jak dotąd nikt mnie nie poprosił wspólne zdjęcie (tylko raz widziałam, jak w parku jakaś dziewczyna pstrykała mi fotkę komórką), nikt też nie oznajmił mi na razie, że jestem "very beautiful", ale spojrzenia są chyba bardziej intensywne tutaj.

I choć rasizm, który nas dotyka (poza tymi spojrzeniami), zazwyczaj ma dla nas pozytywne efekty - przyjmowanie poza kolejką w banku, milsza obsługa w restauracji, więcej uśmiechów ze strony kasjerek w sklepach - to jednak jest rasizmem. Oczywiście, że taki rasizm jest zdecydowanie łatwiejszy do przełknięcia, niż oberwanie z kija bejsbolowego, czy napisy z groźbami wysprayowane na ścianie własnego domu. Ale fakt jest taki, że pewne rzeczy spotykają nas tutaj tylko dlatego, że wyglądamy tak, a nie inaczej, a ta świadomość bardzo mnie boli. Jakakolwiek by nie była przyczyna - jakieś niezrozumiałe poczucie niższości Chińczyków wobec białych, egzotyka naszych długich nosów i jasnych oczu, czy po prostu świadomość, że być może biały ma sporo pieniędzy i dobrze by było, żeby stał sie stałym klientem (osobiście stawiam na to ostatnie) - traktowanie laowai'a jako Innego jest odczuwalne na każdym kroku.

I zawsze będzie, bo choćbym mieszkała tutaj kilka lat, trudno spodziewać się, że "przyzwyczają się". Na samym naszym osiedlu jest jakieś 30 budynków, każdy z nich ma po kilkanaście pięter, a więc mieszkań i mieszkających w nich mieszkańców musi być całkiem sporo, więc przypuszczam, że nie jest możliwym, żeby przez ten rok każdy z mieszkańców zobaczył mnie tyle razy, by móc się do mnie przyzwyczaić na tyle, by nikt się na mój widok już nie zdziwił. A co dopiero poza osiedlem.

Cóż jednak, do tego, że ludzie na ciebie patrzą bez powodu (lub z powodu, na który nie masz żadnego wpływu) można się przyzwyczaić. Gorsze dla mnie jest uczucie, którego doznaję bardzo często i którego się bardzo wstydzę. Zawsze przekonana byłam, że kolor skóry tudzież inne wrodzone czynniki wpływające na wygląd człowieka są czymś, co dla mnie nie ma żadnego znaczenia i czego wręcz nie zauważam. Ale tak jak ja jestem Inna dla Chińczyków, tak samo ja odczuwam ich jako Innych. A co gorsza, każdego mijanego białego (a także ciemnoskórego, semitę, czy jakie tam jeszcze "rasy" inne niż "rasa żółta" wyodrębniali kiedyś "naukowcy") odczuwam jako Tożsamego. Kiedy widzę nie-Chińczyka, czuję z nim jakąś - słabą, bo słabą - ale więź. Zwykle się do niego uśmiechnę (nie, żeby nie zdarzyło mi się uśmiechnąć do Chińczyka. Ale uśmiechnięcie się do Tożsamego jest niemalże odruchem), skinę głową, nawet czasem, jak Chińczyk, powiem mu "hello". Tak jak Chińczycy gapią się na białych, tak i ja to robię, lecz z odwrotnej przyczyny - Chińczycy dlatego, że jest on inny od nich, ja dlatego, że czuję, że jest on do mnie podobny. Nawet chyba nie chodzi o wygląd - jak mówiłam, uczucie to mam nie tylko w stosunku do białych, ale też w stosunku do chociażby ciemnoskórych - tylko o podobieństwo "doświadczenia" związanego z pobytem w Chinach. Czuję, że oni, tak jak ja, są tutaj obcy i to nas jakoś zbliża.

Właśnie to "my" mnie najbardziej martwi. Kiedy rozmawiam z innymi laowaiami, zawsze "my" znaczy nie-Chińczycy, a "oni" znaczy Chińczycy. "Oni" i "my" pozostają generalnie odrębni. "Oni" jeżdżą jak wariaci, "oni" się gapią, "oni" pchają się do autobusów i tak dalej, za to "u nas" jest inaczej, niezależnie, czy to "u nas" to Polska, Kanada, Węgry, czy Hiszpania. Pewnie, że nie wszystko, co mówimy i myślimy o "nich" jest negatywne, ale jednak pozostają "nimi", a nie "nami".

Naprawdę bardzo mi głupio, że mam takie poczucie odrębności, bardzo mi źle, że czuję z kimś więź tylko dlatego, że nie jest Chińczykiem. Po części mogę się przed sobą usprawiedliwiać, że czuję się wyobcowana, ponieważ jestem wyobcowywana, ale usprawiedliwianie się jest dla cieniasów.

Także tyle w kwestii użalania się nad trudami bycia białym w Chinach.

sobota, 17 września 2011, oldziekill

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Pauulina, 111.165.47.*
2011/09/18 14:14:21
Hej Olga, tu Paulina z sino... Czytam Twojego bloga i tylko kiwam głową sama do siebie potakując, odczucia identyczne! Pozdrawiam Was oboje mocno!
P.
-
Gość: krzysiek, *.broad.km.yn.dynamic.163data.com.cn
2011/10/30 02:10:33
Mam tak samo, mój znajomy z Rosji zwykł mawiać, że to są nasi dalsi bracia.
-
Gość: krzysiek, *.broad.km.yn.dynamic.163data.com.cn
2011/10/30 02:10:52
Mam tak samo, mój znajomy z Rosji zwykł mawiać, że to są nasi dalsi bracia.
-
Gość: krzysiek, *.broad.km.yn.dynamic.163data.com.cn
2011/10/30 02:11:25
Mam tak samo, mój znajomy z Rosji zwykł mawiać, że to są nasi dalsi bracia.