Zapiski z rocznego pobytu w stolicy Yunnanu, Kunmingu.
Blog > Komentarze do wpisu

Chińska pralnia

Gdy w celu skonfrontowania się z doświadczeniami innych laowaiów odnośnie prania ubrań w Chinach wpisałam w google zapytanie china+laundry, dowiedziałam się, że podobno w USA funkcjonuje termin "chińska pralnia". 

Jako że na początku ubiegłego stulecia chińscy imigranci w USA charakteryzowali się generalnie bardzo nikłą znajomością języka angielskiego, większość zawodów była dla nich niedostępna, w związku z czym chcąc nie chcąc zmonopolizowali niejako rynek pralni. Według Cioci, w okolicach 1900 roku jedna czwarta Chińczyków płci męskiej zamieszkujących USA trudniło się właśnie pracą w pralni, co oznaczało, że prawie 90% pracowników pralni było Chińczykami. Na początku Wielkiego Kryzysu w samym Nowym Jorku istniało około 3550 chińskich pralni.

Kiedy w 1933 w Nowym Jorku przeforsowano prawo dopuszczające do pracy w pralniach jedynie obywateli USA (prawo to przeszło dzięki poparciu białych pracujących w tym przemyśle), zawiązany został Związek Chińskich Pralni Ręcznych (Chinese Hand Laundry Alliance), którego działalność początkowo na celu miała obalenie owego nowego przepisu (który to cel osiągnięto), zaś później zajął się krytyką Chiang Kai-Sheka (Jiang Jieshi 蒋介石) i jego braku oporu przeciwko japońskiej okupacji Mandżurii. (Swoją drogą, dziesięć dni temu, w rocznicę wydarzenia, które doprowadziło do owej okupacji, obudziły mnie wyjące co kilka minut syreny. Japonio, pamiętamy :])

Mimo że teraz interes pralniczy zagarnęli ponoć Koreańczycy, termin istnieje dalej i, o ile na forum, na którym znalazłam dyskusję na ten temat nie ściemniali, w takiej "chińskiej" pralni w USA płaci się za określoną ilość prania - czyli zapewne najczęściej za objętość jednej pralki. 

Jako że moja pralka składa się z miski i wieszaczka na mokre rzeczy, stanęłam w obliczu konieczności odnalezienia chińskiej pralni, która pomogłaby mi odzyskać dostęp do jeansów i bluz - ubrań coraz bardziej niezbędnych biorąc pod uwagę coraz mniej przyjazną aurę (zastanawiam się, kto nazwał Kunming miastem wiecznej wiosny, ale chyba mu się trochę pomyliło).

Niestety, szukanie opisanej powyżej "chińskiej pralni" zakończyło się niepowodzeniem, ponieważ wszystkie pralnie w pobliżu mojego mieszkania przyjmują opłatę nie za konkretną objętość tudzież wagę prania, ale za sztukę - w zależności od typu odzieży cena jest inna. W różnych pralniach są różne stawki, cena za koszulkę z krótkim rękawkiem (czyli najniższa) waha się między 5 a 8 yuanami. Przy mojej pierwszej przygodzie z pralnią wydałam 48 yuanów za bluzę, dwie koszule, dwie pary spodni, ręcznik i bluzkę z długim rękawem, czyli nie jest to najtańszy interes. Jednakże plus jest taki, że ubrania wracają po dwóch dniach, idealnie wyprasowane i złożone. Gdyby ktoś wrażliwy chciał robić pranie w Chinach, to powinien mieć na uwadze, że pan lub pani w pralni wyciąga i ogląda dokładnie każdą sztukę odzienia, więc być może komuś takie wyciąganie i obracanie w przypadku, powiedzmy, bielizny może nie odpowiadać. 

A na zakończenie tematu uroczy utwór George'a Formby'ego pt. Chinese Laundry Blues. Wklejam linka z youtube, nie do końca wiedząc, co wklejam (sama słuchałam piosenki z last.fm, który o dziwo nie jest blokowany w Chinach, kiedy próbowałam obejrzeć go na youtube przy użyciu proxy, przez dobre dziesięć minut udało mi się dojść do czterdziestej sekundy), ale powinno być w porządku. 

środa, 28 września 2011, oldziekill

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
anna_w_japonii
2011/10/09 14:17:35
W Stanach faktycznie pralnie sa teraz domena Koreanczykow. Menedzeruja nawet w tych samoobslugowych. A placi sie nie tyle za objetosc pralki, ale za lbs (pound). Przy czym njak masz tylko dwie sztuki jasnych kolorow, i nie jest to nawet jeden pound, to i tak za tyle zaplacisz, bo zaokraglaja w gore. I oddzielnie placi sie za jasne i za kolorowe.

Gdzies czytalam (na jakims forum chyba, albo blogu) ze w Kunmingu jest coin laundry, gdzie samemu mozna zrobic pranie.
-
Gość: marta, *.icpnet.pl
2013/10/16 22:16:12
Nadal uważam, że aura w Yunnanie jest najlepsza na świecie. I wydaje mi się, że określenie "miasto wiecznej wiosny" jest jak najbardziej trafione w przypadku KM. Co prawda brak ogrzewania zimą przy 10 stopniach potrafi zabić i jedynym wybawieniem jest ogrzewany Wallmart, ale czyż w Polszy wiosną z takich 10 stopni się mega nie cieszymy w okolicach maja? ;)

PS. Znalazłam Twojego bloga na frazę "pranie w Chinach" - niesamowite, co można znaleźć w internetach :)