Zapiski z rocznego pobytu w stolicy Yunnanu, Kunmingu.
Blog > Komentarze do wpisu

31.08.2011

Dziś kolejny pracowity dzień. Obudziliśmy się dość wcześnie (no dobrze, Przemek się obudził i po licznych próbach udało mu się wykopać mnie ze świata snów). Jako że oboje dopiero w Chinach zorientowaliśmy się, że na papierach z uczelni jest dopisek, iż należy stawić się z dziesięcioma zdjęciami paszportowymi, pierwszym, co załatwiliśmy były właśnie zdjęcia. Potem postanowiliśmy pojechać na uniwersytet. Najpierw zapytaliśmy o drogę pani w salonie fotograficznym, a kiedy okazało się, że nie jest pewna, zadzwoniła gdzieś - chyba na jakąś informację - i zdobyła dla nas numer telefonu uczelni. Potem postanowiliśmy, że w autobusach zorientujemy się, kiedy już czas nie będzie nas gonił i wzięliśmy taksówkę. Taksówkarz zabił nam ćwieka, pytając do której części naszej uczelni chcemy się dowiedzieć. Pokazaliśmy mu wszystkie papiery, które uczelnia nam przesłała, a kiedy i to nie wystarczyło, pan zadzwonił z telefonu Przemka na numer zdobyty przez panią fotograf i w końcu udało się ustalić, gdzie dokładnie chcemy trafić. Uniwersytet okazał się być nieco dalej, niż zakładałam (to, co znalazłam na mapie, okazało się być innym wydziałem), ale też nie jest to jakaś szalona odległość. Kiedy wpłynie stypendium planuję kupić rower. Na razie jednak będziemy jeździć autobusem (numer 84, około 17 jechaliśmy do domu niecałe pół godziny). Uniwersytet znajduje się w zasadzie w ścisłym centrum miasta, ale dziś jeszcze nie obeszliśmy za bardzo okolic, ponieważ załatwianie spraw i rejestracja zajęła nam dosyć dużo czasu, zwłaszcza, że trafiliśmy akurat na przerwę i musieliśmy godzinę czekać (a w czasie tej godziny ja byłam zbyt zestresowana, żeby chcieć cokolwiek obchodzić) i po wszystkim byliśmy trochę zmęczeni. Okazało się też, że jednak nie będę studiować językoznawstwa, tylko, tak jak Przemek, będę chodziła na kurs językowy. Dzięki tej pomyłce w papierach jednak upiekł mi się test językowy przypisujący do grup zaawansowania, gdyż, kiedy już jedna z pań przyjmujących nasze papiery zorientowała się, że coś jest nie tak i ja tu jestem na rok, a nie na cztery (czas trwania studiów licencjackich), Przemek był już po teście i pani uznała, że skoro byliśmy na tym samym roku, to z pewnością nasz poziom jest taki sam. A zatem jesteśmy w grupie przed-zaawansowanej (czyli piątym poziomie z sześciu) i teraz Przemka będę widzieć 24h/dzień. Dostaliśmy też plan zajęć (mamy maksymalnie 3 godziny zajęć dziennie, a czwartek wolny - aczkolwiek planujemy wziąć też dodatkowe zajęcia, Przemek chce chodzić na kung-fu, a ja na malowanie albo flet) oraz komplet podręczników (za nie akurat musieliśmy zapłacić po 146 yuanów na łeb). Wieczorem poszliśmy jeszcze na obiadokolację i kupiliśmy sobie kurczaka gongbao (宫爆鸡丁), który z kurczakiem gongbao, którego jadłam dotychczas, czy to w Polsce, czy w Pekinie, miał wspólne tylko to, że był tam kurczak. Niemniej jednak, był całkiem smaczny.

czwartek, 15 września 2011, oldziekill
Tagi: slice o'life

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: